piątek, 5 czerwca 2015

Życie jest po to żeby żyć

Takie przemyślenie, rozmawiałam kiedyś ze znajomym z instagramu, ja matka dwójki, on ojciec dwójki. Praca, hobby, treningi, coś dla żony coś dla męża..i padło pytanie : " a kiedy czas na życie"?. No właśnie, kiedy masz czas żeby po prostu żyć.


Mam to szczęście, że mieszkamy "rzut beretem" od gór (górek w sumie). Przez te wszystkie lata przesiąkłam pasją mojego Męża do górskich wędrówek. Długo się broniłam, walczyłam z nim i z jego miłością do nich. Kiedy odpuściłam pokochałam to, na swój sposób. 

Teraz ustalamy wspólne wypady tak, żeby dla każdego było coś "miłego" (uwzględniając możliwości i potrzeby dzieci).

Czasem mam okazję pobyć sam na sam z własnymi myślami...


Czasem próbujemy się wspinać...


Delektujemy się kawą w terenie :))....


Spacerujemy.....


Nikt nic nie musi.....kiełbasa z ogniska, buła w ręku i cudowne uczucie wywietrzonej głowy...


To wszystko po 40 minutach jazdy samochodem, za cenę bułek, kiełbasy i kawy zabranej z domu...


Dlaczego mamy takie fajne życie zapytałam w drodze powrotnej? ...odpowiedź zachowam dla siebie :}



Każdy zasługuje na fajne życie, sądzę nawet, że ma je w zasięgu ręki. 

Buziaki

An

20 komentarzy:

  1. Mądrze, pięknie...jak zwykle tutaj. Mam to szczęście, że mieszkam w miasteczku z 5 jeziorami na wyciągnięcie ręki, dookoła mnóstwo lasów, pagórków, wspaniałych miejsc do odwiedzenia. Przyznaję jednak, że trochę czasu i rozjazdów po świecie mi to zajęło, zanim zrozumiałam, że dom jest tam, gdzie serce. A serce bije tu, na Mazurach. Serdeczności załączam. Kaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia nie wysilam się na dawanie ludziom rad, zwłaszcza gdy nikt o nie nie prosi ;]. Ale jestem na tyle już dorosła, że doceniam to co mam,po prostu ;]]

      Usuń
  2. świetny kilmat, my też kiedy tylko się da w naturę. Niestety góry daleko ale morze pod nosem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooj j abym chciała mieć i góry i morze :}}

      Usuń
  3. Piękne... Dziękuję Ci za mądre przemyślenia... Ja jestem strasznie "stacjonarna", co wynika z moich artystycznych pasji. Mój mąż z kolei ciągle fruwałby poza domem. Może powinnam częściej przyłączać się do niego? Pomyślę nad tym... Wszystkiego dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ammaris , też jestem domatorka i jak pisałam długo walczyłam z pasjami Męża i jego ciągotami do włóczęgostwa. Myślę, że kompromis jest dobry dla obu stron, jadę z nim , ale np.się nie wspinam tylko kontempluję widoki, albo idziemy szlkiem, a ja robię zdjęcia, albo wciskam mu dzieci na wędrówkę , a sama...nie robię nic :D

      Usuń
  4. Wspaniale spędzacie wolne chwile :))
    Mieszkasz w przepięknym miejscu, zdjęcia cudne :)
    Pozdrawiam cieplutko, Agness:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mieszkam w całkiem zwyczajnym miejscu, po prostu szukam uroków :]]

      Usuń
  5. Ja odkąd mam dziecko wiem że żyję, żyję dla Niej, dla mojej Pchełki. Codziennie odkrywam to na nowo :)
    Zdjęcia cudne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzeba tylko otworzyć głowę i wsłuchać się w siebie. I już! Proste. ;))
    Tak trzymaj, Ann.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zamyśliłam się i wzruszyłam, dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Racja An, ja zawsze twierdziłam, że najpiękniejsze miejsca są nieopodal nas.

    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  9. świetne zdjęcia! jak zwykle zresztą ;)
    Piękne widoki!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  10. hihihihihi i ja ostatnio z małżonkiem na ten temat rozprawiałam :))) Patrząc na przyjaciół zamkniętych w korporacjach, którzy własne dzieci widzą jedynie przed snem .. i tak sobie pomyślałam , że wolę mieć mniej, ale inaczej ...

    OdpowiedzUsuń