sobota, 12 marca 2016

Happiness is not a destination, it is a way of life.


  Moja przygoda z górami jest dosyć świeża. Wszystko za sprawą mojego Męża, kiedy się poznaliśmy ja byłam "z morza" on z "gór" i każde z nas ciągnęło w swoją stronę. Trochę to trwało nim pokochałam góry i całą kulturę z tym związaną, dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że połknęłam bakcyla.



To był mój pierwszy zimowy wyjazd, chociaż jestem zmarzluchem i bałam się trochę, że "spękam", to była to najpiękniejsza przygoda mojego życia.



Jeśli martwicie się czy było to bezpieczne, uspokajam. Byłam jedyną "Marysią" w gronie doświadczonych "Krasnoludów" :)).
Przyjaciele Męża to już doświadczeni i przeszkoleni ludzie. Sama zostałam przeszkolona i zaopatrzona m.in. w lawinowe ABC.


Prawda jest taka, że żaden detektor nie dał mi takiego poczucia bezpieczeństwa, jak tych 5 chłopaków.  Zacytuję : "żadna ilość znajomych na facebooku nie da ci tego, co zgrana paczka ludzi w górach, która nigdy cię nie zostawi".





Piszę o tym nie bez znaczenia, jako niedoświadczona, pierwszy raz miałam styczność z marszem w śniegu, w rakach, z plecakiem. Niestety okazało się to ponad moje możliwości i na szczyt nie dotarłam.


Nie ma to dla mnie znaczenia, bo z tego wypadu przywiozłam coś o wiele cenniejszego dla mnie. Przyjaźń bez względu na ilość lat,która minęła, albo jest,albo nigdy jej  nie było.


Nikt nie dał mi ani przez moment odczuć, że jestem ciężarem, że spowalniam marsz. Można powiedzieć, że troszczyli się o swoje najsłabsze ogniwo jak mogli najlepiej :))

Miałam tez czas podziwiać przyrodę i widoki, czyli to co lubię najbardziej. Zima w górach jest bajkowa.




Moim celem nigdy nie były żadne osiągi, samo przebywanie w górach daje mi niezwykłą satysfakcję, brak zasięgu -relaks dla mózgu. Niebo pełne gwiazd prowokuje do wielu przemyśleń. 
Spacer przez las nocą, z czołówką na głowie, było niesamowitym przeżyciem - kiedy oczy nie widzą więcej niż na metr, kiedy noc jest najczarniejsza z czarnych, odgłosy lasu powodują, że mózg "kręci" swój film :). Polecam taką przygodę każdemu.


Na górskich szlakach spotyka się ludzi, którzy nie tylko pozdrowią Cię słowami : "cześć" lub "dzień dobry". Każdy się uśmiechnie, odezwie, powie coś sympatycznego. Taka energia nie spotykana na co dzień w zagonionym mieście, bardzo krzepi.



Nocowaliśmy w schronisku na Hali Ornak, polecam każdemu to miejsce. Stare schronisko, ze śladami wielu rąk i butów na drewnianych ławach i podłogach. Bardzo klimatyczne, ciepłe, pełne dobrej energii, pełne świetnych ludzi - nie z przypadku.


Rano najlepiej smakuje jajecznica z małej patelenki :))


Rozmowy do późna w nocy, ktoś z gitarą, grzaniec... spanie na piętrowych łóżkach, lub po prostu "na glebie".


Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Dla wielu z was to pewnie żadne rewelacje, ot takie babskie wrażenia :)). Mam nadzieję, że nacieszycie oczy chociaż widokami :))



Udanego weekendu.

An

26 komentarzy:

  1. Zaglądam do Ciebie często, choć prawie nigdy nie komentuję, przynajmniej ostatnio. Przyznam szczerze, że tym wpisem wywarłaś na mnie duże wrażenie, jeśli nie największe z dotychczasowych :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)) zapraszam do częstszego zostawiania śladu po sobie

      Usuń
  2. Przepiękne zdjęcia! Mnie do gór ciągnie już od długiego czasu, ale na razie nie udało mi się tak na prawdę poczuć tego klimatu, bo byłam tylko raz w Zakopanym. Może w te wakacje;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, Anito...
    ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś ja też tak wędrowałam i do dziś pamiętam burzę na Giewoncie. Wieki nie byłam w górach... Dzięki za ten wpis!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo sympatycznie opisałaś i zilustrowałaś swoją zimową, górska przygodę. Dziękuję i pozdrawiam. Ala

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym schronisku spędziłam parę fajnych wakacji. Moi teściowie mieszkają w domku przy kasie do Parku. Mąż dorastał w Kościeliskiej, był tam przez lata strażnikiem, podobnie jak jego ojciec. Dlatego ta dolina to dla nas miejsce szczególnym. Bywam tam zwykle 3 razy w roku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie tak prosto znaleźć taką ekipę, więc gratuluję i krasnoludów i cudnej wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, cieszę się, że mogłam to ponownie dostrzec i docenić

      Usuń
  8. Jak ktoś mógłby się poczuć znudzony taką opowieścią? ;) Piękne zdjęcia i pewnie jeszcze piękniejsze wspomnienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. cudne klimaty, patrzę i podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh jej jest cudownie - jakie widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jasne, że nie zanudziłaś :) Super, że połknęłaś bakcyla, bo góry to coś pięknego, nie umiem już bez nich żyć:)
    Byłam w tym schronisku tydzień temu, też niestety nie wlazłam na szczyt, ale halny to skutecznie uniemożliwił :(
    Świetne zdjęcia, pozdrawiam! :) I może do "cześć" na szlaku ;)
    www.modnefrele.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna wyprawa :) kocham góry, ale w zimie bym się chyba nie odważyła zapuścić tak wysoko.. Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia. Ja od dziecka po górach łaziłamn z rodzicami Uwielbiam to
    Pozdrawiam serdecnzie

    OdpowiedzUsuń
  14. wow ... zazdroszczę i podziwiam :-). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Aż mi się łezka w oku zakręciła. Pamiętam swoje przeżycia z rakami i bez i te młodzieńcze i te po latach i tę miłość tam poznaną i tęskno bardzo się zrobiło tak dawno mnie tam nie było :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniała "relacja" z naprawdę magicznego, sądząc po zdjęciach, wypadu. Podziwiam i kibicuję. I masz rację, nie liczy się to, czy zdobyłaś szczyt dosłownie, czy weszłaś na samą górę. Liczy się to, co zawiązało się po drodze. Ta nić zaufania, przyjaźń mocniejsza i ważniejsza, niż wszystkie szczyty na ziemi. Pozdrawiam, Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  17. cudowna relacja !!! aż zapragnęłam tam być .. najlepiej natychmiast !

    OdpowiedzUsuń
  18. W schronisku na Hali Ornak byłam późna jesienią. Mam zdjęcia z tych samych jaskiń :). Już planujemy następne wycieczki. Piękne zdjęcia i do zobaczenia na szlaku :)

    OdpowiedzUsuń